W końcu! Ukazał się mój pierwszy tekst dla MPRA.Pl. Tak, ciągle nie mam czasu na nowe autonomiczne wpisy. Może jutro. Póki co, poczytajcie sobie jak było na Neuro Music Contest.
I posłuchajcie sobie jak brzmi gwiazda wieczoru z jednym z najlepszych zestawów wydalaczy dźwięków na planecie
poniedziałek, 3 maja 2010
piątek, 23 kwietnia 2010
A ja swoje
Anonimowy | 02:36
Łoj dużo się działo, więc tradycyjnie nie miałem czasu pisać. Macie tu na zgodę jeszcze ciepły wywiad z Mouth of the architect. I do rychłego przeczytania. Oby.

„Pierdolony, ciężki rock’n’roll maleńki”

„Pierdolony, ciężki rock’n’roll maleńki”
wtorek, 6 kwietnia 2010
I jeszcze jeden i jeszcze raz
Anonimowy | 01:35
Jeszcze jeden rarytasik. Wywiad z God Is An Astronaut
„Muzyka jest dla nas wentylem, prawie terapią”
No i oczywiście coś do posłuchania. Mój ulubiony
„Muzyka jest dla nas wentylem, prawie terapią”
No i oczywiście coś do posłuchania. Mój ulubiony
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Guess Who's back?
Anonimowy | 22:41
Znowu mnie trochę mnie nie było, ale jak zawsze też mam po dłuższej przerwie mam rarytasik. Wywiad z Helen Money zanim pojawi się na AP, można przeczytać u mnie na bLOgAsKu. Miłej lektury

„Chciałabym być Tom-em Morello wiolonczeli”
No i sobie jeszcze posłuchajcie Helenki Pieniążek

„Chciałabym być Tom-em Morello wiolonczeli”
No i sobie jeszcze posłuchajcie Helenki Pieniążek
sobota, 13 marca 2010
Wielki Kryzys
Anonimowy | 22:10
Trochę mnie nie było. Ręka w gipsie i góra innych rzeczy powstrzymała mnie przed regularnym się tu udzielaniem. A w międzyczasie parę razy strasznie mnie korciło żeby zasiąść za klawiaturą. Jak na przykład wtedy, kiedy mój ulubiony dziennikarz muzyczny stracił pracę we "Wprost". Nie żebym się dziwił, bo prędzej czy później ktoś musiał przeczytać co Pan Robert za mądrości wypisuje, a od tego już prosta droga do zastąpienia go kimś, kto ma jakiekolwiek pojęcie o tym co robi. Były też Słowiki, nominacje do Fryderyków, i wiele innych ciekawych rzeczy, ale ból ręki, która swoją drogą wciąż nie do końca funkcjonuje tak jak powinna, skutecznie hamował moje zapędy. Dzisiaj jednak jest trochę lepiej, więc...
Nie trzeba laureatów Pulitzera, lauru dziennikarza roku, czy też jakiegoś tabunu tęgich głów w gronostajach żeby zauważyć, że poziom dziennikarstwa spada. Zwłaszcza na portalach internetowych. Zresztą nawet dawniej zdarzały się w różnych mediach "zapychacze", które wywoływały uśmiech politowania. Dziś nie tyle uśmiechnąłem się, co zdrowo uśmiałem przy lekturze wyniku "szokujących badań" jakie zamieścił portal gazeta.pl. W jakim świecie żyją osoby zlecające takie badania, a potem będące zszokowane ich wynikami? Czy oni żyją w tej samej rzeczywistości co ja, i pozostali "szarzy obywatele"? Gdzie są te, będące chyba pod kloszem, odizolowane od "naszej rzeczywistości" osiedla, na których nie ma palących, pijących i agresywnych gimnazjalistów? Nie chce mi się wierzyć, że na przedmieściach, czy osiedlach zamkniętych życie toczy się tak beztrosko, jak można by wnioskować z szoku wywołanego wynikami badania. Czy Ci "zszokowani" redaktorzy i badacze już zupełnie utonęli w świecie plastikowych pod względem fabuły i drewnianych pod względem aktorstwa polskich telenowel? Czy oni nie widzą co się wokół nich dzieje? Wiem, że należy przesiewać podawane przez każde media informacje, ale czy to nie trochę uwłaczające jak w nas takimi wielkimi grudami walą? Czasami czuję się jakbym znowu miał mniej niż 10 lat i wsłuchiwał się w rewelacje prezentowane przez:
Nie trzeba laureatów Pulitzera, lauru dziennikarza roku, czy też jakiegoś tabunu tęgich głów w gronostajach żeby zauważyć, że poziom dziennikarstwa spada. Zwłaszcza na portalach internetowych. Zresztą nawet dawniej zdarzały się w różnych mediach "zapychacze", które wywoływały uśmiech politowania. Dziś nie tyle uśmiechnąłem się, co zdrowo uśmiałem przy lekturze wyniku "szokujących badań" jakie zamieścił portal gazeta.pl. W jakim świecie żyją osoby zlecające takie badania, a potem będące zszokowane ich wynikami? Czy oni żyją w tej samej rzeczywistości co ja, i pozostali "szarzy obywatele"? Gdzie są te, będące chyba pod kloszem, odizolowane od "naszej rzeczywistości" osiedla, na których nie ma palących, pijących i agresywnych gimnazjalistów? Nie chce mi się wierzyć, że na przedmieściach, czy osiedlach zamkniętych życie toczy się tak beztrosko, jak można by wnioskować z szoku wywołanego wynikami badania. Czy Ci "zszokowani" redaktorzy i badacze już zupełnie utonęli w świecie plastikowych pod względem fabuły i drewnianych pod względem aktorstwa polskich telenowel? Czy oni nie widzą co się wokół nich dzieje? Wiem, że należy przesiewać podawane przez każde media informacje, ale czy to nie trochę uwłaczające jak w nas takimi wielkimi grudami walą? Czasami czuję się jakbym znowu miał mniej niż 10 lat i wsłuchiwał się w rewelacje prezentowane przez:
niedziela, 7 lutego 2010
Małe szczęścia
Anonimowy | 21:10
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nad Wisłą ciągle narzeka się na wydarzenia związane ze sceną muzyczną. Znaczy się narzekają głownie osoby, którym zależy na jakiej takiej muzyce, czy na jakiej takiej scenie muzycznej. Wielbiciele szturmujących listy przebojów stacji radiowych hitów mają je głęboko w poważaniu. Horrendalne ceny płyt, brak ambitnej muzyki w mediach i inne drążące smutny świat ludzi, dla których muzyka jest częścią życia, a nie tylko do niego dodatkiem, są im obce. Wśród narzekających prym wiodą dziennikarze muzyczni. Całkiem zresztą słusznie, bo kto, jak kto, ale oni powinni nie milknąć w tej sprawie. Ciekawe jak by byli zajadli w swojej krytyce gdyby gdzieś w ich głowie kołatała świadomość, że mogą trafić do więzienia. Taki los spotkał dwóch dziennikarzy muzycznych w Iranie. Zostali oni bez podania ŻADNYCH powodów zatrzymani i uwięzieni. Chciałbym zobaczyć jak w podobnych warunkach pracy Pan Leszczyński wygłasza swoje kolejne mądrości. Drugim ostrzem krytyki, które raz po raz stara się wytrącić argumenty, którymi zasłaniają się obrońcy obecnego stanu rzeczy są oczywiście odbiorcy muzyki. Tak zwani fani. Postawmy się zatem, bo sam też się do tej grupy zaliczam, w sytuacji w jakiej znaleźli się Indyjscy fani muzyki metalowej. Otóż tamtejszy największy festiwal rockowy, India Rock Festival ma dość nietypową gwiazdę. Otóż główna atrakcją tego festiwalu będzie kultowa, ciesząca się od lat niesłabnącym poparciem i szacunkiem wśród rockowej braci, mianowicie - Backstreet Boys. Dla wszystkich tych, którzy nie mieli okazji się z nimi zetknąć, ze względu na ich dość kontrowersyjny i bezkompromisowy przekaz, przypominam, że brzmią tak:
I teraz pomyślmy co by się stało gdyby na przykład właśnie ich zaserwował, powiedzmy Sonicsphere Festival, zamiast stojącego pod coraz większym znakiem zapytania występem Slayer-a? Prawda, jak cudownie by było? Tak, że walczmy o swoje, ale nie zapominajmy, że mogłoby być o wiele gorzej. Choć muszę przyznać, że perspektywa uniemożliwienia wypowiadania się Panu Leszczyńskiemu jest bardzo kusząca.
I teraz pomyślmy co by się stało gdyby na przykład właśnie ich zaserwował, powiedzmy Sonicsphere Festival, zamiast stojącego pod coraz większym znakiem zapytania występem Slayer-a? Prawda, jak cudownie by było? Tak, że walczmy o swoje, ale nie zapominajmy, że mogłoby być o wiele gorzej. Choć muszę przyznać, że perspektywa uniemożliwienia wypowiadania się Panu Leszczyńskiemu jest bardzo kusząca.
czwartek, 4 lutego 2010
Miejsce, którego wszyscy szukamy
Anonimowy | 23:12
Chciałem coś napisać o swoich Europejskich wojażach, ale nie mogę. Mimo, do stołecznej dla mnie Łodzi wróciłem już we wtorek, ciągle nie jestem w stanie otrząsnąć się z tego co widziałem. Co prawda myśląc logicznie w pamięci powinny mi utkwić dwie noce spędzone na terminalu lotniska w Oslo, albo fakt, że przyszło mi za około minutową wycieczkę pociągiem zapłacić przeszło 30 złotych. Wszystko jednak blednie w obliczu emocji jakich dostarczyła mi wizyta w Barcelonie. Nie chodzi nawet o to, że byłem na meczu mojej ukochanej drużny piłkarskiej, co to, to nie. Za wysokie finansowo progi na moje biedne nogi. Architektura na, którą zwykle praktycznie nie zwracam uwagi w stolicy Katalonii rzuciła mnie na kolana. Ciągle przed oczami stoją mi te kamienice, ulice, i inne im podobne, zlepki wody, piachu, cementu i innych materiałów budowlanych, które w rękach katalońskich budowniczych zamieniły się w obraz miejsca, którego nie chce się opuszczać, a po opuszczeniu już planuje się powrót. Ja tam jeszcze wrócę. Nie ma innej możliwości.Tytuł wpisu wziąłem od utworu nieistniejącego już zespołu She. Ja swojego miejsca już szukać nie muszę.

P.S. DZIĘKI ŚWISTAKU ZA GOŚCINĘ, BOO, ADAŚ - DZIĘKI ZA TOWARZYSTWO. EPIC

P.S. DZIĘKI ŚWISTAKU ZA GOŚCINĘ, BOO, ADAŚ - DZIĘKI ZA TOWARZYSTWO. EPIC
Subskrybuj:
Posty (Atom)



