wtorek, 4 sierpnia 2009

Go West

Anonimowy | 14:05
Rozpocząłem ekspansję na zachód. Do zakładki tu piszę doszedł link do strony Big Distraciotn gdzie już niedługo ukażą się, mam nadzieję, moje teksty w języku Shakespear-a. Będę to na początku tłumaczenia moich już popełnionych dla antyportal.net wywiadów, a z czasem wariacje po ingielsku już popełnionych recenzji no i oczywiście autonomiczne teksty. Docelowo mam skoncentrować się na promowaniu muzyki z Europy Wschodniej:). Patrzcie Państwo, stałem się ambasadorem. Ale kasy jak nie było...
darmowy hosting obrazków

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Się rozgadałem

Anonimowy | 20:57
Trochę mniej blogaskuje wbrew swoim obietnicom, ale nie próżnuję. Rozmawiałem z Tides From Nebula, i Totentanz. W przygotowaniu pogaducha z Echoes of Yul i recenzja ich debiutu. Jak dobrze, że jest sezon ogórkowy, to mam czas się tak rozgadywać...

czwartek, 30 lipca 2009

Dwa sznurki

Anonimowy | 10:08
Niedawno BYŁEM NA HUNTERFEŚCIE o czym to jeszcze tu gdzieś niedługo napiszę. W październiku z kolei ROZMAWIAŁEM Z ZESPOŁEM NONE. Miłej lektury

piątek, 17 lipca 2009

Węęęęęęęęęęgorzewo

Anonimowy | 18:07
Tak jak obiecałem podlinkowuję relację z Eko Union Of Rock w Węgorzewie
Miłej lektury

czwartek, 16 lipca 2009

Rzecz o cukierkach

Anonimowy | 00:43
W niedzielę, czyli w sumie stosunkowo niedawno wróciłem z mazur. Nie, nie jestem zbyt wielkim miłośnikiem kąpieli w zbiornikach wodnych pełnych odpadów, potu i innych płynów ustrojowych. Co to, to nie. Zawiało mnie aż na mazury, bo właśnie tam odbywał się Eko Union Of Rock Festiwal. Relację jaką z wielkim trudem popełniłem podlinkuję jak tylko się pojawi, tu chciałem napisać o czymś innym. Na konferencji prasowej jak i w różnych wypowiedziach powiązanych z Festiwalem i zapewne dokładnie wyselekcjonowanych przez jego organizatorów głównym atutem Union Of Rock mianowano panującą na festiwalu atmosferę. Mało kto, o ile w ogóle ktoś rozpływał się nad wspaniałymi koncertami, czy też budzącą podziw organizacją. Wszystkim podobała się atmosfera. Podobno z racji nie tak wielkiej ilości osób bardzo łatwo się z wszystkimi na festiwalu poznać i zintegrować. Fakt, tak pole namiotowe jak i podscenie nie porażało nieprzebranym morzem ludzi. A szkoda, bo gdyby ktoś chciał zwrócić uwagę nie tylko na atmosferę, a także na same koncerty, czy chociażby właśnie organizacje i właśnie to chciał obwieszczać wszem i wobec to więcej osób by miało okazję poznać uroki owej mitycznej już atmosfery. Mnie tam ona specjalnie nie porywa, ale jestem w chwili obecnej w stadium Wertersowskim, nazwanym tak przeze mnie od pewnej reklamy cukierków, w której pada fraza "teraz sam jestem dziadkiem". Tak się właśnie czułem przemykając między tabunami nie tyle mniej i bardziej co bardziej i za bardzo zaatakowanych wiatrem festiwalowiczów. Nie, nie patrzyłem na nich z pogardą, czy też wyższością. Raczej z zazdrością. Jeszcze kilka lat temu na moim pierwszym Hunterfeście byłem w wąskiej grupie. która bawiła się na prawie każdym koncercie. Byliśmy z moimi kumplami pierwszymi, którzy lądowali pod sceną i ostatnimi, którzy z pod niej się wyczołgiwali. Jeśli w trakcie koncertu pod sceną był kocioł składający się z powiedzmy 3 osób, to było nas tam co najmniej dwóch. Taaak. TO były piękne czasy. Teraz jeżdżę na festiwale głównie posłuchać muzyki. Zdrowie już nie pozwala bawić się jak dawniej, a i jakoś kawałek szmaty nad głową nie wystarcza za wystarczające schronienie, tak jak dawniej. Taki jeden zespół nawet napisał chyba zdaje się o tym piosenkę


Dobrze chociaż ze zęby mam jeszcze swoje to te przeklęte cukierki mogę sobie spokojnie wchłaniać

sobota, 4 lipca 2009

Soul ammunition

Anonimowy | 23:31
Muzyka to najdoskonalsza ze sztuk. Dźwiękiem można namalować i powiedzieć o wiele więcej niż jakimkolwiek obrazem, czy też jakimikolwiek słowami. Ba, są nawet takie utwory muzyczne, których nie tyle się słucha, co po prostu chłonie wszystkimi zmysłami, każdym szparem i otworem, którym może on do nas dotrzeć a w interakcji z nimi neurony muszą podołać dziesiątemu stopniowi zasilania. W trakcie ich trwania pojawiają się dźwięki, które jeżą włos na głowie i skórę na ciele. Nie, nie piszę w tej chwili o tworach, z DJ-jem w nazwie, które owszem chłonie się całym ciałem podobnie jak odgłosy towarzyszące pracującemu tartakowi, mimowolnie i z odrazą. Piszę o utworach, które działają jak środki odurzające, nie tyle odcinając, co łagodnie oddalając nas od rzeczywistości i zabierając w swój świat. Takim utworem jest na pewno dla mnie i nie tylko dla mnie "Transmission into your heart" zespołu Houk


Prawda? I jeszcze ten świetny, oddający klimat muzyki teledysk. Obraz ten to urywki z filmu pod tytułem "The Last border - viimeisellä rajalla", w poszukiwaniu którego przekartkowałem kilka stron w googlach, niestety bezskutecznie. Jeżeli ktoś przypadkiem natrafi na ten wpis i będzie miał jakiś dostęp do tego filmu to będę bardziej niż wdzięczny jeśli zostawi mi w KoMEnTkach ścieżkę do niego. A dlaczego mnie tak akurat dziś, akurat teraz naszło na taki wpis po tak długim okresie milczenia? Dostałem na gadu od kumpla (pozdro Cyniu) link do tego klipu z dopiskiem "Jak za starych dobrych czasów. Utwór łezka". I faktycznie aż się prosi o samotną łezkę spływającą po policzku w poszukiwaniu tych starych, dobrych czasów, w których ten teledysk to było dla nas "To zajebiste klimatyczne wideo z jakimś indiańcem". Niestety, jest tak piekielnie gorąco, że wszystkie płyny jakie mój organizm miał na dziś do rozdysponowania zostały już przeznaczone na pocenie.

czwartek, 18 czerwca 2009

Było dokładnie tak jak myślałem.

Anonimowy | 18:55
Znowu mi się zasiadło do filmów, więc:

To nie jest kraj dla starych ludzi




Co mówi filmweb?:Mroczny thriller braci Coen (Ethana i Joela ), rozwijający się w prawdziwy dramat egzystencjalny - na 8 nominacji do Oskara. Pewien myśliwy (Josh Brolin) natrafia niedaleko granicy z Meksykiem na przedziwne znalezisko: paczki heroiny, 2 000 000 dolarów i kilka ciał. Niewiele myśląc, zabiera pieniądze - co sprowadza mu na głowę prawdziwe kłopoty, z szalonym płatnym mordercą (nagrodzony Złotym Globem oskarowy faworyt Javier Bardem) na czele. Zabójca nie będzie miał jednak łatwego zadania - przypadkowy złodziej służył bowiem w wojsku i doskonale potrafi zacierać swe ślady...

Jak to wygląda?:Świetny film. Bracia Coen to już pewna marka i dla samego faktu brania przez nich udziału w projekcie film zwykle wart jest uwagi. Ciekawa fabuła, doskonała narracja i bezbłędny Javier Bardem jako "the ultimate badass". Od pierwszych scen czułem, że to będzie dobry film i się nie zawiodłem. To trzeba zobaczyć

To nie tak jak myślisz kotku



Filmweb mówi:Przystojny i zamożny neurochirurg Filip Morawski (Jan Frycz) postanawia spędzić grzeszny weekend z młodą pielęgniarką Dominiką (Małgorzata Buczkowska). Niestety, te romantyczne plany może pokrzyżować żona – doktorowa Morawska (Katarzyna Figura). Ale dla człowieka, który na co dzień pracuje ze skalpelem w ręce, nie ma przeszkód nie do pokonania. Nawet gdy sprawy stoją na ostrzu noża… Doktor Filip obmyśla więc misterny plan i, pod pretekstem udziału w sympozjum naukowym chirurgów, rezerwuje apartament dla dwojga w sopockim hotelu. Tymczasem, osamotniona żona doktora, Maria, też chciałaby oddać się weekendowemu szaleństwu - najchętniej w ramionach niejakiego Bogusia (Tomasz Kot). Boguś to typ mężczyzny, któremu nie oprze się żadna znudzona mężatka. Ale kochanek marzeń też skrywa pewien wstydliwy sekret. Obie pary przypadkowo wybierają ten sam hotel i na domiar złego, zamieszkują w sąsiadujących pokojach… Ale to jeszcze nie wszyscy uczestnicy szalonego weekendu. Do hotelu przybywa niezbyt rozgarnięty asystent doktora Morawskiego – Jakub Bazyl (Jacek Borusiński), który zostaje wciągnięty w sieć skomplikowanych kłamstw przez oboje małżonków, próbujących ukryć przed sobą nawzajem żywe dowody zdrady. Niewinna ofiara intrygi szybko bierze sprawy w swoje ręce i udowadnia, że w sprawach męsko-damskich uczeń potrafi zadziwiająco szybko przerosnąć mistrza…

Jak to wygląda?: Już spoiler nie zachęcał, i przepowiadał straszną pomyłkę. I faktycznie po trwających 101 minut mękach mogę z czystym sercem odradzić. Durny, nieśmieszny i niezabawny film z jeszcze durniejszym zakończeniem, którego jedynym jasnym punktem jest scena, w której Michał Bajor dostaje przez głowę butelką. Nie żeby jakaś genialna była czy zabawna, ja po prostu delikatnie mówiąc nie darzę sympatią Bajora.

KOSIŁAPKI © 2015. All Rights Reserved | Powered by-Blogger

Distributed By-Blogspot Templates | Designed by-Windroidclub